„Rzucajmy mięsem” z odpowiednią gracją! Rozmowa z Angeliką Łuszcz, korektorem

Ważne jest to, jak mówimy i jak piszemy – język ma ogromny wpływ na to, jak inni nas postrzegają, co o nas myślą. Przecież to przez słowa można wywoływać emocje – od tych najbardziej pozytywnych, do tych budzących odrazę.

Na szczęście istnieją ludzie, którzy o poprawność językową dbają zawodowo. Jedną z takich osób jest Angelika Łuszcz, korektor. Dla niej praca ze słowem to spełnienie marzeń. Mówi nam o tym, ile radości i satysfakcji czerpie z zawodu, który tak często jest zapomniany i niedoceniany.

W jaki sposób można zostać korektorem?

Aby móc pracować w zawodzie korektora, należy uzyskać dyplom uczelni wyższej o kierunku humanistycznym. Ja ukończyłam dwustopniowe studia humanistyczne ze specjalnością edytorstwo.  Elementarna jest również szeroko rozumiana wiedza z zakresu języka polskiego, łatwość pisania, dokładność i intuicja.  Ważna jest także znajomość programów do korekty tekstów. Warto pamiętać, że jest to też zawód, który wymaga aktualizacji wiedzy, udziału w szkoleniach i kursach językowych. Najważniejsza jednak jest praktyka, czyli praca z tekstem.

Czym zajmuje się korektor?

W wielkim skrócie, korektor dba o to, aby tekst, który otrzyma czytelnik, nie zawierał błędów językowych.

Czy to fajny zawód?

Wymarzony! Na pewno nie jest to nudny zawód,  trafiamy na teksty z różnych dziedzin, które poszerzają naszą wiedzę. Często jest to zawód, który wykonuje się w samotności, w asyście herbaty i ciepłego koca <śmiech>. Ale nie zawsze towarzyszymy temu sielanka…

Dlaczego?

Do moich rąk trafiają różne teksty. Niektóre wymagają naprawdę gruntownej ingerencji, jeszcze inne są niezrozumiałe, czytam je parę razy i nie mam pojęcia, co „autor miał na myśli”.

Ale każda historia kończy się „happy endem”? <śmiech>

Tak. Mojej pracy towarzyszy zawsze poczucie spełnienia. Odczuwam ogromną radość, kiedy mogę czytać cudze historie, zaglądać do obcych domów, przeżywać z bohaterami książek żałobę, albo cieszyć się z drobnych sukcesów. Kompletnie zatracam się w świecie przedstawionym. Poza tym, to jest mój czas: ja i tekst. Ten czas inspiruje mnie i jest motorem napędowym.

Jakimi cechami charakteru powinien zatem wyróżniać się korektor?

Dobry korektor powinien być przede wszystkim podejrzliwy. Wśród pożądanych zdolności warto wymienić również: cierpliwość, dobrą pamięć, uważność.

Czy potrafisz czytać książki bez tzw. „zboczenia” zawodowego?

Muszę przyznać, że mam z tym problem. Czasami mimowolnie łapię za ołówek, by zaznaczyć błędy. Co, rzecz jasna, utrudnia płynną, swobodną lekturę.

Wiele osób twierdzi, że w dobie komunikatorów nie pisze poprawnie, zapomina o interpunkcji….

Absolutnie się z tym zgadzam. Co więcej nawet, nie uważam, bym ja była nieomylna. Często nowo poznane osoby, które dowiadują się, jaki zawód wykonuję, nagle zaczynają mówić precyzyjnej, krępują się, albo co chwilę pytają: „dobrze powiedziałam/powiedziałem”. Odpowiadam wtedy: „Też popełniam błędy” <śmiech>.

Czy zwracasz znajomym uwagę, jak popełnią w Twojej obecności jakiś błąd?

Staram się tego nie robić, by nie wprawiać nikogo w zakłopotanie. Owszem, czasami próbuję delikatnie zwrócić uwagę na jakąś „usterkę” językową, ale zazwyczaj w formie żartu. Myślę, że z biegiem lat nabyłam odpowiedni dystans do błędów, ale nadal istnieją takie, które wywołują u mnie oburzenie, które głośno artykułuję, są to jednak w dużej mierze lapsusy będące wynikiem snobizmu,mierną próbą zaimponowania w towarzystwie.

Co jeszcze drażni Cię najmocniej we współczesnym, codziennym języku?

W słowniku Polaków irytują mnie przekleństwa. Zacznijmy jednak od tego, że w dziejach literatury polskiej powstało wiele utworów obscenicznych, przywołajmy chociażby Juliana Tuwima i jego słynny utwór: „Całujcie mnie wszyscy w dupę”. Znany wszystkim Gombrowicz też nie wahał się przed używaniem mocnych słów.  Tylko, że to są te wulgaryzmy, które mają swoje uzasadnianie. Jestem w stanie zrozumieć przekleństwa, które są wyrazem naszej ekspresji, ale drażni mnie, kiedy brzydkie słowa wplatane są w nasze wypowiedzi bezrefleksyjnie, jako pauzy czy przecinki. Mam taką drobną wskazówkę: rzucajmy mięsem z odpowiednią gracją <śmiech>.

Jak wystrzegać się błędów, jak w ogóle pracować na językiem?

Najprostszą, a tym samym najlepszą metodą na to, by nabyć swobodę mówienia jest czytanie. Czytanie wzbogaca nasze słownictwo, pomaga rozwijać język, wyrabia nawyk prowadzenia dialogów. Dodajmy jednak, czytanie „odpowiednich” książek, ale to już temat na odrębną rozmowę <śmiech>.