A jak to jest z tym spełnianiem marzeń? Rozmowa z Luisem Timmem – Pozytywnym Tatą, autorem książki „Proste rzeczy. O rodzicielstwie”

Kiedy zewsząd słychać o kryzysie męskości, ojcostwa czy rodzinnych relacji, on udowadnia, że można przełamywać stereotypy i być pozytywnym tatą. I choć jego książka nosi tytuł „Proste rzeczy”, sam przyznaje, że spełnienie oczekiwań wobec siebie, dzieci i rodziny wcale nie jest takie łatwe. Ale… jest możliwe tu i teraz!

Luis Timm, autor książki „Proste rzeczy”, pokazuje, jak czerpać z życia to, co najlepsze. Przyznaje, że wie, jak spełniać marzenia i odpowiada na trudne pytanie: czy zawsze udaje mu się być pozytywnym ojcem.

 

Co takiego fajnego jest w ojcostwie, że warto o nim pisać bloga, książkę?

Myślę, że może nie jest ładnie odpowiadać pytaniem na pytanie, ale tak samo można by zapytać, co jest fajnego w życiu? Całe jest piękne. Ojcostwo, rodzicielstwo, to najpiękniejsza przygoda, jaką można przeżyć. Jestem jednak w 100% przekonany, że aby to odczuć i traktować je, jako przygodę, trzeba tego chcieć. Tak samo, jak można przejechać cały świat dookoła, nie wystawiając głowy zza okna, tak samo można przeżyć całe życie mając dzieci obok, ale nie spędzając z nimi w pełni, z zaangażowaniem ani jednego dnia. Chcę pokazać, że ojcostwo to fascynująca przygoda i tak  warto ją traktować.

Dlaczego „Pozytywny tato”? Czy ma to być przeciwwaga dla zwykłego ojcostwa? Bo o ile macierzyństwo funkcjonuje w wyobrażeniu społecznym jako coś pozytywnego (są oczywiście wyjątki), o tyle ojcostwo zdaje się być postrzegane jako bardziej… mdłe, bez wyrazu. Dlatego potrzebny jest nam pozytywny ojciec?

Właściwie to jest przydomek, którego używam zaledwie czasami, a chyba należałoby częściej… Rzeczywiście nudny ojciec to banalny stereotyp, od którego chciałbym odejść. Początków takiego stanu rzeczy należy szukać pewnie  w tym, że to właśnie mamy idą na macierzyński urlop, planują, szukają ciuszków, dekorują pokój, wybierają wózek. Po narodzinach dziecka, zostają w domu z dzieckiem, poświęcają mu uwagę i są z nim właściwie 24h/dobę. Wtedy więcej widzą, więcej odczuwają, widzą więcej pozytywnych chwil, magicznych momentów. Często też otaczają się, czy to w świecie Internetu, czy swoich koleżanek (często też matek) pozytywnymi emocjami: „A wiesz, że mój Kajtek już ma pierwszego ząbka”, „a Antoś już sika do nocnika…”. Wiele pozytywnych komunikatów…

A tato?

Tradycyjny Kowalski wstaje wcześnie, idzie do pracy, gdzie ma na głowie tonę rzeczy, wraca z pracy, gdzie rozpoczyna drugi etat, bo jak go nie było i spał w nocy to się przecież skumulowało. I tak, już w tym zdaniu wrzuciłem negatywne emocje, które często temu towarzyszą. Tymczasem nie powinno tak być. Znam wielu ojców i to jest godne podziwu i naśladowania, którzy robią wszystko co w ich mocy, aby wyrwać się jak najszybciej do domu, bo wiedzą, że tam czeka na nich największy skarb i wspaniałe emocje, niemożliwe do osiągnięcia w żaden inny sposób… Wręcz już nie mogą się doczekać i tęskniąc cały dzień, planują w głowie, co będą robić po powrocie… Więc czy jest nam potrzebny pozytywny ojciec? Powiem więcej są nam potrzebni pozytywni ojcowie, powinno być ich jak najwięcej. Powinni zarażać swoim nastawieniem, taki pozytywny wirus jest tym, czego potrzebuje świat.

A czy Pańskie ojcostwo jest zawsze pozytywne? Zawsze jest Pan pozytywnym tatą? Co takiego wyróżnia Pana od innych ojców?

Jestem człowiekiem, więc jak każdy miewam gorsze chwile. Staram się dostrzegać swoje błędy i potrafię się do nich przyznać. Powiedzieć do dziecka „przepraszam”, to dla mnie żadna ujma, wręcz uważam to za dojrzałe zachowanie niezbędne do wytworzenia zdrowych relacji. Ale tak, staram się być pozytywny każdego dnia, cieszyć się z  małych rzeczy, pielęgnować chwile beztroski i radości. Myślę, że wyróżniać mnie może sam sposób mówienia, a tym samym i postrzegania ojcostwa. Traktuję je jako coś najpiękniejszego na świecie. Ta więź i relacja, która mnie łączy z dziećmi, jest czymś absolutnie unikatowym i wyjątkowym.

Wszystko to wspaniale brzmi. Naprawdę jestem pod wrażeniem, ale wiele młodych kobiet uważa teraz, że mamy do czynienia z kryzysem męskości, że brak jest mężczyzn, którzy mogliby zostać ojcami, bo sami ciągle potrzebują wsparcia i sami nie wiedzą, czego chcą. Gdzie zatem szukać przyszłych pozytywnych ojców? Czy to rzeczywiście „białe kruki”?

To jest niestety coś, co dręczy moje myśli od wielu lat. Często samotne koleżanki mojej żony pytały mnie, czy nie mam kogoś normalnego wśród kolegów i tak samo koledzy, poszukujący kandydatki na żonę. I niestety często ciężko wyselekcjonować kogokolwiek, kogo mógłbym polecić. Dlaczego? To nie układ planet, ani wpływy księżyca… To zwyczajny brak podstaw w edukacji, w wychowaniu i rozwoju.

Jak to?!

Ludzie mają sztuczne priorytety, które są ważne ale tylko na chwilę. Gubią się w pędzie dzisiejszego szybkiego świata, zapominając o podstawach funkcjonowania w społeczeństwie i związku. Kiedyś o miłość się walczyło, tak wychowywali nas dziadkowie, dzisiaj rozwód można sobie sprawić niemalże w kiosku ruchu, lub online. Przez to, że globalnie tak łatwo się poddajemy, że codzienność uczy nas, że jak coś się psuje to to wyrzucamy i kupujemy nowe, a nie naprawiamy, nasze dzisiejsze podejście do relacji, związków i partnerstwa staje się podobne. Nie ta, to inna, next! Wskazane, abyśmy poza swoją powierzchownością mieli do zaoferowania coś więcej, w głębi siebie. A ludzie często nie mają nic poza właśnie tą wierzchnią warstwą, o którą dbają najbardziej. Modnie wyglądać, mieć dobry samochód i telefon, pokazywać się w ciekawych klubach.  Gdy przychodzi do walki o wyższe wartości, jak uczciwość, szczerość, odpowiedzialność, oddanie, przyjaźń, często okazuje się, że już nie jesteśmy jej nauczeni. To są więc dziedziny, na których należy się skupić.

 

Książka „Proste rzeczy o rodzicielstwie” jest dość gęstym (mnóstwo w niej treści!) poradnikiem. Poradnikiem napisanym przez ojca. Dla kobiet, ale przede wszystkim dla mężczyzn. Mężczyźni nie przepadają za czytaniem poradników, za słuchaniem rad kogoś obcego, kto – w ich mniemaniu – być może tylko się mądrzy… Skąd zatem pomysł na napisanie takiej książki? Ryzykowny ruch. Swoją drogą na Pańskim fanpejdżu na FB widać jednak przeważającą ilość recenzji autorstwa kobiet. A co mężczyźni sądzą na jej temat?

Zawsze staram się zrywać z opinią, że ta książka to poradnik. Poradnik, kojarzy mi się z książkami typu: „jeśli dziecko to.., to Ty zrób tamto…”. „Proste rzeczy” to bardziej drogowskaz, książka o więziach, relacjach i miłości… Nie znam statystyk, które mówiłyby , jaki jest procent mężczyzn, wśród czytelników książek ogólnie na świecie czy w Polsce, ale wydaje mi się, że kobiety generalnie czytają więcej. Fakt, że sama tematyka rodzicielska jest częściej w obszarze zainteresowania kobiet. Mężczyźni, jak się utarło, mają brać na klatę, co daje los. Sądzę, że są więc siłą rzeczy uwarunkowani do elastyczności i improwizacji. Kobiety częściej, szczególnie w tym najbardziej odpowiedzialnym zadaniu, jakim jest wychowanie, lubią być przygotowane „od a do z” i chętniej czytają podobne pozycje. Moją misją jest pokazanie książki panom, na nich szalenie mi zależy, bo wydaje mi się, że jeśli chodzi o budowanie więzi i relacji, mamy zdecydowanie większe braki niż panie. Co najważniejsze wiem, że ta sztuka nie uda mi się bez pań, to one są motorem napędowym, silnikiem moich wszelkich działań, za co dziękuję im serdecznie. Najważniejsze, że mamy w tym wspólny cel. Lepsza przyszłość naszych dzieci, a tym samym i nasza. A to jest coś, czemu warto poświęcić swoją uwagę.

Skąd czerpał Pan wzorce pozytywnego ojcostwa? Przecież pozytywnym rodzicem nie zostaje się ot tak…  Czy istnieje jakiś przepis na pozytywne ojcostwo?

Przepis? Na pewno zachęcam do przeczytania tej książki. 200 stron tekstu pozwala poukładać wiele kwestii w głowie i spojrzeć na wiele tematów z nieco innej perspektywy. Uważam, że jestem dobrym obserwatorem, lubię słuchać i rozmawiać. Dobre wzorce można wyciągać zarówno z dobrych, jak i złych zachowań, bo przecież porażki też nas czegoś uczą. Czerpię ze wszystkiego co wokół mnie: moja rodzina, znajomi, obcy, ludzie na ulicy, książki, filmy, muzyka… Jeśli człowiek się na czymś skupia, we wszystkim potrafi dostrzec inspirację. Ja dostrzegam ją w bardzo różnych rzeczach: naturze, emocjach, ludziach, ciele człowieka, miłości, filmach… a na pewno jednym z kluczy do szczęścia i pozytywnych emocji jest przede wszystkim wdzięczności. To ona jest kluczem do wszystkiego. Bądźmy wdzięczni za to, co mamy.

Kiedy czyta się „Proste rzeczy” odnosi się wrażenie, że w tym całym rodzicielstwie właściwie wszystko jest takie… proste! Co prawda wiele miejsca poświęca Pan trudnym emocjom, wyborom, ale później daje Pan sygnał, że można to szybko zmienić i życie rodziny stanie się piękne i przyjemne. Czy rzeczywiście tak łatwo to wszystko ogarnąć? A co, jeśli ktoś nie potrafi, nie ma na tyle siły?

Zdecydowanie nic się nie wydarzy samo. W całym życiu jest tak, że jeśli się nie posuwamy do przodu, to się cofamy. Każdy dzień jest inny. Każdy z nas się zmienia. Nasze emocje, doświadczenia. Codziennie się czegoś uczymy. „Proste rzeczy” są proste, ale zdecydowanie nie są łatwe. Napisałem tę książkę i wiem, że jest w niej cholernie dużo dobrej treści.

Ale ani trochę nie jest ona łatwa do wdrożenia całościowo…  

Warto skupić się na tym, aby po kolei obserwować i wdrażać poszczególne rzeczy. Krok po kroku, każdy może się zmienić. Skoro mężowie, którzy nigdy nie czytali książek, podkradają „Proste rzeczy” swoim żonom i czytają do północy, wracając zmęczeni po całym dniu z pracy, to chyba musi coś znaczyć. W zmianach najważniejsza nie jest możliwość zmiany, czy też wiedza, jak jej dokonać, a chęć zmiany. Więc jeśli ktoś będzie chciał być pozytywnym tatą, wspaniałym rodzicem, jeśli zależy mu na cudownej przyszłości dla jego dzieci i – podkreślam, że nie mówię tu o zabezpieczeniu materialnym –to znajdzie drogę.

A jak to jest z tym spełnianiem marzeń? Pan chyba coś o tym wie…

Oj wiem wiele, ale też muszę się jeszcze wieeeele nauczyć. Właściwie, to staram się spełniać swoje marzenia każdego dnia. Fakt – na co dzień nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Staram się odcinać od rzeczy, które mnie nie cieszą, czy sprawiają jakiś ból, a ciągnę i dążę zawsze do swoich miłości i pragnień. To chyba też jeden z kluczy do szczęścia. Spełniłem już wiele wielkich marzeń. Z najważniejszych są to: moja wspaniała żona, dzieci, ślub czy chociażby ta książka. Wszystko okupione wielką przygodą, niezwyczajne i wyjątkowe… Najważniejsze, aby mieć marzenia. Człowiek bez marzeń jest tylko trybkiem w maszynie. Dlatego życzę każdemu czytelnikowi wielu marzeń i zdrowia do ich realizacji…

 

Książka „Proste rzeczy. O rodzicielstwie. Książka dla facetów, którą powinna przeczytać każda kobieta” dostępna jest tutaj.