Postanowienia noworoczne nie tylko dla twardzieli. Rozmowa z Moniką Kotlarek, psychologiem

Styczeń wystartował. Pierwszej nocy w niebo poleciały fajerwerki, po których zostało sporo dymu. A co z Twoimi postanowieniami noworocznymi? Czy one też nie rozpływają się w powietrzu zaraz na początku nowego roku? Jeśli tak, z pewnością musisz zmienić taktykę. Postanowienia noworoczne nie są tylko dla twardzieli, jak mogłoby się wydawać. 

Chcemy, aby ten rok był dla Ciebie wyjątkowy, spełniony i pełen zdrowej motywacji, dlatego do rozmowy zaprosiliśmy Monikę Kotlarek, psychologa, członkinię Australian Society of Rehabilitation Counsellors, autorkę popularnego bloga Psycholog Pisze.

Postanowienia noworoczne – dobro czy zło? Czy warto je podejmować? 

Każdy sposób jest dobry, by zmienić w sobie coś na lepsze. A jako ludzie mamy takie poczucie, że koniec roku albo inne istotne dla nas daty, jak urodziny czy rocznice, są czasem, gdy nachodzi nas refleksja na swój temat. Postanowienia mogą być i dobrem i złem, wszystko zależy od tego, jakich wyzwań chcemy się podjąć, czy mamy ku temu warunki, możliwości, zasoby. Jak odporni jesteśmy na trudy, jak sobie wszystko rozłożymy w czasie, ale także czy potrafimy poradzić sobie z ewentualnymi porażkami. Postanowienia noworoczne są także przy okazji po prostu… przyjemne! Przecież stworzenie wizji własnej osoby, która jest lepsza, bardziej wartościowa, spełniająca marzenia itp. to coś, w co w zasadzie niemal wszyscy chcemy wierzyć. Dlatego postanowienia są też popularne i podejmowane przez rzeszę ludzi niemal co roku.

 

Jak wybierać i tworzyć postanowienia? Jak się motywować, żeby nie zrezygnować z nich po tygodniu?

Zasad jest kilka. Po pierwsze – zamiast jednego dużego celu, warto podzielić to sobie na kilka mniejszych. Jeśli np. decydujemy się na chodzenie na siłownię, co jest bardzo popularne, to zamiast kupowania karnetu na cały rok, warto kupić tylko taki na miesiąc i pod koniec stycznia zastanowić się, czy nie chcemy spróbować jogi, tańca, zumby czy basenu. W ten sposób nasz mózg dostaje informację, że będziemy eksperymentować, próbować nowych rzeczy i wciąż pozostaje w stanie zafascynowania nowościami.

Kolejny punkt, to realizm, czyli musimy pamiętać, że po Nowym Roku, 2-3 stycznia wracamy na normalne życiowe tory i jeśli chcemy chodzić na siłownię, to musi ona współgrać z naszą codziennością. Z pracą, szkołą, rodziną, zakupami itp. Inaczej dość łatwo z tego zrezygnować, tłumacząc się „nie mam na to czasu”.

A trzecia zasada?

Trzecia zasada, to rzetelna obserwacja nawet najmniejszych postępów. Jeśli chcemy odzyskać formę, miesiąc temu przejście kilometra było końcem świata, a dzisiaj przebiegamy 3 km i jest to dla nas frajda, to ewidentnie idziemy do przodu. Trzeba to zauważać, doceniać siebie i nagradzać.

Czasami warto też poinformować bliskich o naszych postanowieniach i poprosić o wsparcie. Może mąż też zechce z nami pobiegać albo siostra od czasu do czasu podpyta, jak nam idzie dieta. Jest w tym tylko jeden haczyk. Czasem, gdy powiemy o swoim planie na głos, nasz mózg rejestruje to, jako „zadanie wykonane” i zwyczajnie już nam się nie chce go realizować, ale jeśli podejdziemy do postanowień rzetelnie – wtedy nie powinno być z tym problemu.
I na koniec, pamiętajmy o tym, by mierzyć siły na zamiary i dopasowywać postanowienia nie tylko do naszych możliwości fizycznych, ale także psychicznych. Jeśli mamy problem z publicznym wypowiadaniem się w 10-osobowej firmie, to postanowienia typu „poprowadzę wykład przed tysiącem ludzi” zwyczajnie się nie spełnią, dopóki nie popracujemy najpierw nad sobą. Tutaj też warto zwrócić uwagę np. na niską samoocenę, lęki, fobie czy słabą silną wolę.

Niestety najczęściej nie udaje się wytrwać w postanowieniach noworocznych. Kiedy to się dzieje, pojawia się rozgoryczenie, gorszy nastrój. Jak radzić sobie z takim zawodem i nie zamieniać pięknych planów na zniechęcenie?

Warto zastanowić się nad tym, dlaczego w ogóle zrobiliśmy jakieś postanowienia. Co nam to dało, co miało dać. Potem warto każde postanowienie rozłożyć na czynniki pierwsze. Jeśli chcieliśmy zdobyć Mount Everest, ale nie znaleźliśmy w tygodniu/miesiącu ani jednej godziny, by pójść na ściankę wspinaczkową, to zawaliliśmy już w momencie ustalania, czy postanowienie jest w ogóle realistyczne i możliwe do spełnienia. Należy pamiętać, że to nie jest wyścig. Nie trzeba postanawiać sobie zrobienia czegoś olbrzymiego. Wystarczy np. chęć spędzania czasu wieczorami z dziećmi. Niby nic, a jednak tak wiele.

Zachęcałabym do wyciągnięcia wniosków z tego, co się stało. Każde doświadczenie czegoś nas uczy, jest doskonałą lekcją. I jeśli ta lekcja boli – warto ją tak przeanalizować, by więcej jej nie doświadczać. Natomiast jeśli po jakimś czasie nie uda nam się „zgryźć” poczucia winy i rozgoryczenia czy frustracji, to problem może siedzieć gdzieś głębiej, np. w niskiej samoocenie, która dzięki Everestowi miała poszybować w górę, ale teraz leży zdeptana.

To wszystko brzmi, jak prosty przepis na sukces, by nie załamać się zaraz na starcie. Ale, chcemy tego czy nie, początek roku nakłada presję – każdy powinien zrobić postanowienie. Presja niekiedy może motywować, ale może też powodować zbędny stres i wypalenie. Może warto się wyłamać i zacząć wprowadzać postanowienia stopniowo, na przestrzeni roku? 

Jestem zwolenniczką mierzenia sił na zamiary. I uważnej obserwacji siebie. Oczywiście dużo mniej obciążające psychicznie jest rozłożenie sobie postanowienia w czasie, ale można to zrobić w ramach postanowienia noworocznego. Po prostu zrobić sobie wstępną rozpiskę całego roku. Takie rozwiązanie jest super dla dużych planów. Te mniejsze można sobie realizować na bieżąco i cieszyć się nimi bez względu na wszystko inne.

Kiedy słyszymy o postanowieniach noworocznych, zwykle kojarzy nam się to z narzucaniem sobie ograniczeń lub czegoś, czego nie lubimy, rezygnowania z czegoś, co lubimy, ale na przykład jest niekorzystne dla naszego zdrowia. A gdyby podejść do nich inaczej – bardziej pozytywnie? I zamienić stresujące postanowienia w postanowienia dające przyjemność? 

Generalnie bardziej pozytywny wydźwięk postanowień jest w porządku dla ludzi, którzy tak wolą. Natomiast są ludzie, którzy potrafią się motywować dopiero mając nad sobą coś w rodzaju bata. Tak czy inaczej, wszystko to sprowadza się do wyrobienia sobie nawyku. Czy to będzie nawyk niejedzenia cukru czy nawyk jedzenia większej ilości warzyw ma już mniejsze znaczenie.

A czy Pani podejmuje się noworocznych postanowień?

Prywatnie nie robię postanowień noworocznych. Nauczona doświadczeniem wiem, że dużo więcej sensu dla mnie samej ma robienie różnych rzeczy w ciągu roku, natomiast koniec roku jest dla mnie czasem spoglądania wstecz, pewnej refleksji i zobaczenia, jak wiele byłam w stanie zrobić (lub niewiele i co to spowodowało/co jest do zmiany).